Archiwa wojskowe o tragedii w Jasielu

W poprzednich Magurach zamieściliśmy dwa artykuły, które poruszały sprawę zamordowania w marcu 1946 r. żołnierzy ze strażnicy WOP w Jasielu. Dzięki pomocy dowództwa WOP oraz płk. Mieczysława Nyka i płk. Alojzego Nowaka uzyskaliśmy dostęp do materiałów archiwalnych, które wyjaśniają wiele nieścisłości narosłych wokół tych wydarzeń. Nie wszystkie oczywiście; wątpliwe jednak, byśmy mogli dziś uzyskać bogatsze informacje. Oto fragmenty jednego z dokumentów:

Protokół z wyniku ekshumacji zwłok pomordowanych żołnierzy dnia 20.111.46 r. w 38 Komendzie Odcinka

 

W sobotę dnia 15.VI.1946 komisja składająca się z 5 oficerów i 28 żołnierzy na czele z prowadzącym żołnierzem, który znał miejsce, ponieważ uciekł z miejsca mordu, postanowiła stwierdzić, czy faktycznie w miejscu tym znajdują się pomordowani. O godz. 12.15 przybyliśmy na miejsce, które znajdowało się w górzystym niedużym świerkowo-sosnowym lasku, oddalonym o 1 km od ostatniego domu wsi Wisłok1  zam. przez ludność ukraińską. Po przebyciu 500 m laskiem znaleźliśmy się w małej kotlinie, którą dzielił od drogi olbrzymi parów i tutaj żołnierz prowadzący wskazał miejsce, gdzie mają się znajdować ciała pomordowanych. Odkopaliśmy łopatkami jamę o średnicy 75 cm i natrafiliśmy na ręce i klatkę jednego z pomordowanych. Ręce te były skrępowane powrozem, a ciało pokryte już białym ześlimaczałym naskórkiem. Zrobiliśmy zdjęcie owego miejsca, po czym przykrywszy i zamaskowawszy jak było poprzednio t.j. mchem i opadłymi liśćmi ? odeszliśmy. [... ] Podczas trzech dni przygotowywaliśmy skrzynie, wozy, samochody i wyruszyliśmy w środę o godz. 7 rano po zwłoki.

Miejsce ubezpieczyliśmy 100 żołnierzami, po czym przystąpiliśmy do wydobywania zwłok. 30 cm od powierzchni znajdowała się pierwsza warstwa zwłok. Połowa drugiej warstwy miała powiązane ręce i nogi, niektórzy nawet drutem, natomiast druga połowa miała skrępowane tylko ręce, skąd wyciągnęliśmy wniosek, że z chwilą ucieczki strz. Sudnika banderowcy poczęli krępować nogi, żeby zapobiec wypadkom ucieczki.

W trzeciej warstwie znajdowały się 3 ciała, które miały na szyjach paski, lecz lekarz stwierdził że powieszeni nie byli, natomiast byli niemożliwie zmasakrowani. Niektóre zwłoki nie miały oczu i nosów. Po załadowaniu zwłok po trzech do jednej skrzyni przewieźliśmy je furmankami, później samochodami do Nowego Zagórza, gdzie przełożyliśmy zwłoki do trumien. [...]

Dnia 20.VI.1946 r. o godz. 15 przybyły na cmentarz władze wojskowe, cywilne, różne organizacje, szkoły i ludność miejscowa. Tamt. ks. proboszcz odprawił ceremonię pogrzebową. Na zakończenie orkiestra zagrała hymn państwowy, komp. honorowa oddała trzykrotną salwę na cześć poległych, a równocześnie buczały wszystkie syreny znajdujące się w Nowym Zagórzu. Z 36 wydobytych zwłok dwoje zostało rozpoznanych przez rodzinę i zabrane. Byli to milicjanci z Komańczy. 

O przebiegu walki mówi następujący fragment raportu:

W związku z rozkazem o przeniesieniu strażnicy nr. 174 w miejscowości Jasiel do Komańczy Komendant 38 Odcinka mjr Frołow polecił swemu z-cy do spraw pol.-wych. por. Gierasikowi będącemu w dniu 18.03. br. w Komańczy zebrania ze swych strażnic około 80 żołnierzy i udać się z nimi do Jasiela w celu przeniesienia strażnicy do Komańczy. Por. Gierasik zebrał żołnierzy z następujących strażnic:

  • ze strażnicy Komańcza - dwóch strzelców i 4 funkcjon. M.O.
  • ze strażnicy Radoszyce - 12 szereg, i podof. i ppor. Gąska
  • ze strażnicy Łupków - 15 szereg, i podof.
  • ze strażnicy Wola Michowa - 20 szereg, i podof. i por. Giernatowskiego
  • ze strażnicy Jasiel - 31 szereg, i podof. i chor. Papierzańskiego.
Prócz tego wchodzili do tej grupy Szef Sztabu Komendy 38 Odcinka por. Arabski zdający swe obowiązki oraz nowy Szef Sztabu por. Szewczykowski i st. pomocnik Szefa I Wydziału ppor. Myślicki. [...] Do Jasiela [...] przybyli o godz. 13-tej, o czym zameldowali telefonicznie Komendantowi Odcinka. O godz. 14-tej łączność ze strażnicą nr. 174 została przerwana. [...] Po spakowaniu całego majątku strażnicy grupa została rozkwaterowana grupami po 10-15 ludzi w miejscowości Jasiel. Rano 20.03. br. odbyła się zbiórka oddziałów do wymarszu po uprzednim wysłaniu ubezpieczenia na stoki gór. Gdy ubezpieczenie wysunęło się ok. 100 m w przód, otwarty został przez banderowców silny ogień z moździerzy po wiosce. [... ] Banderowcy w sile ok. 1000 ludzi uzbrojonych w CKMy, RKMy, RPPanc, automaty i moździerze 82 mm otworzyli huraganowy ogień i ruszyli do ataku. Żołnierze otworzyli do banderowców ogień ze wszystkiej posiadanej broni, a to 6-ciu RKM-ów, 2 moździerzy 50 mm i automatów. Po walce trwającej przeszło godzinę i wyczerpaniu się amunicji, których żołnierze posiadali do KB po 30-50 sztuk, RKMów 2-3 dyski, automatów po 3 dyski, banderowcy wpadli do wsi strzelając i zarzucając broniących się żołnierzy granatami. Oficerowie i żołnierze nie mając amunicji nie byli w stanie dalej się bronić i zmuszeni byli poddać się. Po rozbrojeniu wszystkich zawiązano ręce drutem telefonicznym i odprowadzono w kierunku wsi Moszczaniec, gdzie w lesie zdjęto ze wszystkich płaszcze i przeprowadzono, przesłuchanie.

Po przesłuchaniu oddzielono oficerów i funkcjonariuszy M.O., a osobno żołnierzy poprowadzono do wsi Wisłok Górny, gdzie znajduje się sztab banderowców. W Wisłoku Górnym zamknięto podoficerów i szeregowych w stodole, oficerów zaś w jakimś innym budynku. Dnia 21.03. br. rano odebrano żołnierzom mundury, następnie zaś grupkami rozdzielono po różnych budynkach [...]. Z grupy ludzi ze strażnicy Radoszyce z liczby 11 ludzi zabrano 6-ciu, 5-ciu zaś zostawiono w budynku. [...] Żołnierzy tych poprowadzono do wsi Królik, skąd przybyli w dniu 23.03.1946 do Komendy Odcinka o godz. 5-tej rano. W dniu 22.03.46 r. o godz. 20-tej do Komendy Odcinka w Nowym Zagórzu przyjechał st. strzelec Sudnik, który był obecny w boju w Jasielu. [...] Zeznania Sudnika zgadzają się ze słowami przesłuchiwanych strzelców, podanych w niniejszym raporcie1 . [...] Dnia 23 b.m. o godz. 15-tej powróciło do Komendy Odcinka w Nowym Zagórzu 5-ciu żołnierzy wypuszczonych z niewoli przez banderowców, 6-ciu natomiast jest w drodze do Komendy Odcinka.

Odkryto zatem zwłoki 36 żołnierzy. Potwierdziły się też informacje Wojciecha Krukara z poprzednich Magur, że egzekucji dokonano na stokach Jeleniej Góry niedaleko drogi z Wisłoka do Surowicy.

Z dostępnych nam dokumentów nie wynika natomiast, co się stało z resztą oddziału. Meldunki datowane na 28 marca 1946 r. mówią o stratach w liczbie 69 szeregowców i 7 oficerów (w tym liczono również ppor. Myślickiego ? jedynego oficera, który dzięki przytomności umysłu uratował się z pogromu ? o czym dalej). 15 czerwca, podczas pierwszych prac komisji ekshumacyjnej, oficerowie z dowództwa korpusu w Krakowie nadal spodziewali się znaleźć ciała ok. 60 żołnierzy.

Pewne światło rzucają na tę zagadkę relacje wypuszczonych przez banderowców żołnierzy ? namawiano ich do dezercji, grożąc śmiercią w razie ponownego schwytania. Wymowny jest też poniższy fragment meldunku dowódcy odcinka do dowództwa korpusu w Krakowie:

(...) Melduję równocześnie, że brak akcji ze strony władz przełożonych w kierunku pomocy dla Odcinka działa deprymująco na żołnierzy, którzy niechętnie stają do akcji, a nawet dezerterują (chor. Prowacki + 8 strzelców i 3 strzelców w dniu 20.03.46 z K-dy Ode. 38), poza tym świadomość u żołnierzy w związku z postępowaniem (rozstrzeliwanie) banderowców w stosunku do wziętych do niewoli powoduje, że stan psychiczny i moralny żołnierzy nie sprzyja mocnej postawie WOP na Odcinku nr 38.

Przytoczmy jeszcze zeznania ppor. Myślickiego:

[... ] Ja widząc beznadziejną sytuację i nie chcąc wpaść w ręce banderowców wszedłem do sąsiedniego zabudowania i ukryłem się na strychu w słomie. Po 5-ciu godzinach, gdy wszystko się uspokoiło, stwierdziłem, że banderowcy zabrali wiele inwentarza ze wsi, spalono dwa zabudowania i spustoszono całą strażnicę. Pośpieszyłem w kierunku granicy słowackiej, ponieważ nasz teren był zajęty przez bandy i dotarłem do wsi Kalinow, gdzie stał oddział słowacki. Zameldowałem podając powód przekroczenia granicy. Stąd odstawiono mnie do sztabu w m. Miedzilaborec. Kpt. słowacki w protokole zapytał o powód przekroczenia granicy i odesłał mnie pod eskortą oficera do wyższego sztabu w Humennem, tam zadano mi te same pytania, a stąd pod eskortą oficera odesłano do Łupkowa. W Łupkowie nasza placówka po-informowała mnie, że nie będę mógł się dostać do N. Zagórza, gdyż banderowcy zerwali połączenie. Wobec czego udałem się z powrotem do Humennego, skąd odesłano mnie na Odcinek 39 Kom. Ode. w Gorlicach i stamtąd po zameldowaniu się wróciłem do Kom. Odc. N. Zagórz.

Jako przykład "szczęścia w nieszczęściu" można podać przeżycia jednego z żołnierzy załogi Jasiela, który w przeddzień tragedii został pojmany przez patrol UPA, rozbrojony i odarty z munduru, po czym powrócił do strażnicy, by być powtórnie 20 marca wziętym do niewoli. Przeżył i powrócił do oddziału.

Jedna z wątpliwości, jakie chcieliśmy wyjaśnić w naszych badaniach, odnosi się do wysokości strat grupy operacyjnej. Jak wynika z meldunków, do 28 marca 1946 r. powróciło do szeregów łącznie ze strz. Sudnikiem i por. Myślickim do 26 żołnierzy. W walce zginęło 2 do 5 ludzi, co łącznie z 36 zamordowanymi, których zwłoki odnaleziono, daje liczbę 38-41 zabitych. Tymczasem według cytowanego wyżej raportu w akcji wzięło udział 90 żołnierzy ? losy dwudziestu kilku są zatem nieznane. Nasuwa się przypuszczenie, iż część ze zwolnionych wykorzystując sytuację zdezerterowała.
W dotychczas opublikowanej literaturze przedmiotu znajdujemy liczby rozbieżne, podobnie jak na tablicach pomników w Jasieiu i Woli Niżnej. Można jednak zaobserwować charakterystyczne tendencje: zawyża się liczbę poległych w walce (najczęściej mowa o 24 zabitych); ukrywany jest brak wiedzy o losach aż dwudziestu kilku żołnierzy (a więc nieskuteczność śledztwa); wreszcie nie uwzględnia się możliwości dezercji. Propagandowy cel tego rodzaju zabiegów jest oczywisty.

To samo dotyczy indywidualnych losów bohaterów tragedii. Przytaczana jest historia szeregowego Sudnika, który potrafił wyrwać się z rąk oprawców i przebiec boso przez zaśnieżony las znad doliny Wisłoka aż do Woli Jaworowej po drugiej stronie pasma Bukowicy3. Natomiast postawa ppor. Myśłickiego nie nadawała się na wzór postępowania oficera, toteż w późniejszych opisach postać tę pominięto milczeniem.

Idąc dzisiaj niebieskim szlakiem przez dolinę nie istniejącej już wsi Jasiel na jej górnym skraju napotkamy okazały pomnik wystawiony z okazji czterdziestolecia utworzenia Wojsk Ochrony Pogranicza i poświęcony ofiarom wydarzeń z marca 1946 r. Stoi on w miejscu zniszczonej wówczas strażnicy. Jak już wiemy, w rzeczywistości walka nie rozegrała się jednak w tym miejscu, lecz w rejonie dawnego centrum wsi, tam gdzie oddziela się stara, obecnie nie używana droga do Moszczańca. Nowa szosa z Jasiela do Moszczańca biegnie bardziej na wschód, trawersując grzbiet Kiczery Długiej. Obie drogi znajdziemy na mapie turystycznej Beskidu Niskiego z 1988 r. Wcześniejsze wydania tej mapy błędnie oddają przebieg dróg oraz sugerują, że bój toczył się w miejscu zwanym Żołnierska Polana, położonym 2 kilometry na wschód od Jasiela, na grzbiecie Kanasiówki. Tymczasem grupa operacyjna wcale nie próbowała wycofać się ze wsi przez góry, ale powiększona o załogę ewakuowanej strażnicy miała wracać drogą do Moszczańca, tą samą, którą przybyła, defilując przed mieszkańcami wszystkich wsi na trasie Komańcza - Jasiel. Zapewne nie brakowało wśród nich informatorów UPA.

Dla porządku dodajmy, że Żołnierska Polana leżała dalej od Jasiela, niż to wynika ze wspomnianej mapy. Obecnie jest już zalesiona. Jej nazwa pochodzi z okresu I wojny światowej i jest uwidoczniona na przedwojennych mapach Wojskowego Instytutu Geograficznego.

Od pomnika w Jasielu wybudowano i ogrodzono ścieżkę prowadzącą w las w kierunku wschodnim. Kończy się ona na maleńkiej polance, gdzie umieszczono wieniec z drutu kolczastego i tablicę z napisem mówiącym, że jest to miejsce kaźni wopistów. Jak już wiemy, jedyne znane takie miejsce znajduje się o około 10 km od Jasiela.

W Jasielu zachował się murowany budynek innej strażnicy WOP, wzniesionej po roku 1946. Przez wiele lat służył on turystom jako miejsce noclegu, dopóki nie został zanieczyszczony na skutek włączenia w obręb sezonowej owczarni. W jego pobliżu jeszcze przed dziesięcioma laty można było znaleźć groby żołnierskie. Nie wiemy, co się z nimi stało. Jest to ostatnia zagadka związana z tym ponurym miejscem, którą być może uda się jeszcze wyjaśnić.

 

artykuł został pierwotnie opublikowany w wydawnictwie SKPB - "Magury 1990", Warszawa 1990


1. Chodzi o Wisłok Dolny. Meldunek innej grupy oficerów z tej samej komisji podaje umiej?scowienie o 7 km od Wisłoka Wielkiego i 1 km od Darowa

2. Pomijamy te zeznania, gdyż nie wnoszą nic nowego do opisu ucieczki Sudnika podanego w poprzednich Magurach.

3. Zapewne fakt ten posłużył za pierwowzór analogicznej przygody strzelca Gąsienicy z Łun Bieszczadach Jana Gerharda.